Podsumowanie sezonu 2006 Formuły 1
 
 
 

Miniony sezon Formuły 1 upłynął pod znakiem zmagania dwóch zespołów: Ferrari i Renault, które zdominowały walkę o tytuł mistrzowski. Wystarczy powiedzieć, że w 17/18 wyścigach ubiegłego sezonu triumfowali kierowcy tych dwóch stajni...

 
Sezon 2006 przeszedł do historii nie tylko ze względu na zaciekły bój pomiędzy dwoma gigantami, ale także jako pierwszy sezon z udziałem polskiego kierowcy. Był nim oczywiście Robert Kubica. Po zwycięstwie w World Series by Renault i testach w stajni mistrzów świata, Polak dostał angaż za kółkiem bolidu BMW Sauber.

Próba sił
Pierwsze starcie odbyło się na młodym torze w Bahrajnie. Już 10 marca, podczas treningu, zrobiło się głośno o naszym rodaku. Robert uzyskał najlepszy czas sesji! Naturalnie, że czasy uzyskane podczas testowania ustawień nie są adekwatne do możliwości bolidów i samych zawodników. Niemniej jednak zwróciły uwagę wielu ludzi zainteresowanych F1.

Wraz z nastaniem nowego sezonu, pojawiły się nowe przepisy. Powróciła możliwość zmiany opon (której tak bardzo brakowało w 2005 roku) i innowacyjna forma kwalifikacji. Standardowa sesja została zastąpiona przez trzy części o łącznej długości 50 minut. Pierwsze dwa bloki eliminowały sześciu najsłabszych kierowców. W ostatniej części znajdowało się 10 najszybszych zawodników, walczących o najlepsze czasy. Z tą różnicą, że w tej części bolid musiał posiadać taką ilość paliwa, z jaką miał wystartować do wyścigu. W debiutanckiej sesji kwalifikacyjnej popisowo pojechali kierowcy Scuderii, którzy zdobyli dwa pierwsze miejsca. Michael Schumacher, który zdobył pole position, wyrównał tym samym rekord Ayrtonna Senny, 65 pierwszych pól startowych.

Wyścig o Grand Prix Bahrajnu pokazał, że Ferrari nadrobiło zaległości z poprzedniego sezonu i nie odstaje już tak od francuskiego zespołu. Wyścig wygrał Fernando Alonso, który zdobył prowadzenie po walce z Schumacherem na pit lane. Red Baron zameldował się drugi na mecie, a na trzecim miejscu znalazł się nieoczekiwanie Kimi Raikkonen. Finowi udało się stanąć na podium, mimo że startował z ostatniej pozycji.

Jednak, jak się później okazało, był to falstart w wykonaniu Ferrari. Po dwóch kolejnych weekendach Grand Prix na torach w Malezji (Sepang) i Australii (Albert Park), Renault zdobyło przewagę 27 punktów, a Alonso 17 punktów nad Schumim. Wyścig w ojczyźnie kangurów Michael zakończył na bandzie, po efektownej rajdowej jeździe poza torem. Z dobrej strony zaprezentowali się bardziej doświadczeni koledzy Kubicy. Nick Heidfeld zdobył czwarte miejsce, co było dużym sukcesem jak na tak młody zespół.


Zespół z Maranello chwycił drugi oddech, kiedy wyścigi powróciły na Stary Kontynent, podczas Grand Prix San Marino (Imola). Walka o pierwsze miejsce trwała do samego końca. Ostatecznie wygrał Schumacher (startował z PP), mając 2 (!) sekundy przewagi nad Alonso. Dzięki wygranej Niemca i dobrej postawie Massy (wyprzedził Fisichellę), czerwone bolidy zaczęły odrabiać straty.

Kolejne Grand Prix odbyło się na niemieckim Nurburgringu. Mimo że Alonso był najlepszy w kwalifikacjach, to pierwsze miejsce do mety dowiózł Michael. Na trzecim miejscu, za Alonso, uplasował się Felipe Massa. Przewaga Renault zmalała do 16 oczek, a Alonso do 13. Po tym wyścigu z rolą kierowcy F1 pożegnał się Yuiji Ide, któremu FIA odebrała superlicencję.

Zamiana miejsc
Teraz przyszła kolej na domowy wyścig na torze Catalunya w Hiszpanii aktualnego mistrza świata. Tutaj dwaj pretendenci do zdobycia tytułu mistrzowskiego zamienili się miejscami z poprzedniego Grand Prix. Tym razem Schumacher musiał uznać wyższość rywala w jego ojczyźnie. Wygraną w tym wyścigu, Alonso rozpoczął swoją passę. Był niepokonany przez 3 kolejne wyścigi.

Podczas Grand Prix Monako w słynnym Monte Carlo, Schumacher przegrał na własne życzenie. Pod koniec kwalifikacji doświadczony Niemiec nie opanował bolidu i zaparkował na ciasnym zakręcie Rascasse, uniemożliwiając bezpieczne ściganie innym zawodnikom. Czy to był błąd kierowcy, czy umyślna zagrywka, tego nigdy się pewnie nie dowiemy. Ale z powodu tego incydentu, Michael był zmuszony startować z pit lane. W tym przypadku wydawało się, że jedynie Raikkonen będzie szarpał nerwy Alonso. Tak też było, ale do pewnego momentu. Kimi został pokonany (nie pierwszy i nie ostatni raz) przez własny bolid. Można powiedzieć, że to standard, jeśli chodzi o Fina. Za plecami Alonso jechał jeszcze dzielnie Mark Webber, ale i on musiał uznać wyższość swojego bolidu. Warto wspomnieć, że Schumacher, mimo że startował z końca stawki i do tego z boksów, to na tym krętym i ciasnym torze udało mu się przebić na 5. lokatę! Na drugim miejscu dojechał do mety Juan Pablo Montoya (McLaren), dla którego było to ostatnie podium w Formule 1. "Pudło" zamknął, dzięki usterkom rywali, David Coulthard (Red Bull Racing). Zespół z czerwonym bykiem w logo znowu zaskoczył widzów. W sezonie 2005 były to kombinezony mechaników imitujące żołnierzy Imperium. W tym roku była to peleryna Supermana, którą założył Szkot, stając na podium.


Tymczasem Kubica wykonywał swoją ciężką pracę 3. kierowcy w zespole. Nawet - jak powiedział krakowianin w wywiadzie - zespół BMW Sauber rozwija swój model F1.06, stosując się do jego wskazówek. Przyniosło to później wymierne efekty w postaci zdobytych punktów podczas Grand Prix Wielkiej Brytanii. Na słynnym Silverstone zwyciężył Alonso przed Schumacherem i Raikkonenem. Hiszpan spokojnie dojechał do mety z bezpieczną przewagą nad goniącymi go zawodnikami. Finowi zaś udało się dojechać do mety bez awarii i zdobył cenne punkty dla zespołu z Woking.

Po czasie spędzonym w Europie, przyszła kolej na podróż za Wielką Wodę. Formuła 1 zawitała do Kanady na tor imienia ojca Jacquesa Villeneuve'a. Co ciekawe, kolejność na mecie pierwszych pięciu kierowców była identyczna jak podczas GP Wielkiej Brytanii. Kierowcy Renault skrupulatnie powiększali przewagę nad włoską stajnią. Na półmetku sezonu Alonso miał 25 punktów przewagi na Michaelem Schumacherem. W klasyfikacji konstruktorów, przewaga była jeszcze większa - 34 punkty. Wydawało się, że już nic nie może powstrzymać francuskiego teamu w drodze na szczyt. Ale, jak mawiali mądrzy ludzie, "nie mów hop...". I to jest to, za co kochamy sport, za jego nieprzewidywalność.

Ferrai łapie wiatr w żagle
Pomimo znaczącej przewagi Hiszpana, Schumi w wywiadach mówił, że jeszcze ma nadzieję na odwrócenie losów walki o tytuł najlepszego kierowcy. Jednak ogromna przepaść, jaka dzieliła go do Alonso, wydawała się nie do przebycia.


Wyścig na Indianapolis odbył się tym razem bez skandalu z oponami. Michelin popracował nad wytrzymałością opony, aby zapewnić bezpieczeństwo uczestnikom wyścigu. Odbyło się to kosztem gorszych osiągów kierowców jeżdżących na oponach francuskiej firmy. Dwa pierwsze miejsca zdobyli zawodnicy Scuderii. Tuż po starcie doszło do karambolu, w wyniku którego jazdę zakończyło aż ośmiu (!) kierowców. Wszystko zaczęło się od bratobójczej walki kierowców "srebrnych strzał". W tył bolidu Raikkonena wjechał Montoya. Fin uderzył w jadącego po prawej stronie Brytyjczyka Jensona Buttona (Honda), a ten zaczepił bolid Heidfelda. Za sprawą swoich kolegów Niemiec miał darmową przejażdżkę na diabelskim młynie. Jego bolid przekoziołkował kilka razy i zatrzymał się na bandzie. Z powodu tego karambolu i paru stłuczek, do mety dojechało jedynie dziewięciu zawodników. Najbardziej cieszyli się Włosi, bo Ferrari odnotowało dublet, a na trzecim miejscu dojechał Giancarlo Fisichella. Alonso dojechał na metę dopiero na piątej pozycji. Po tym GP Kolumbijczyk Juan Pablo Montoya stracił pracę. Jego miejsce zajął Pedro de la Rosa.

Po powrocie do Europy, włoski zespół poszedł za ciosem. Znowu wywalczył dwa pierwsze pola startowe. Było to w niesmak teamowi Renault, bo działo się to na ich domowym torze Magny-Cours. Alonso, mimo że otrzymał silnik w nowej specyfikacji, nie zdołał dogonić Schumachera. Dzięki pojechaniu na 2 postoje w boksie, udało mu się wyprzedzić Massę (3 pit stopy). Dobry występ odnotował inny Hiszpan, de la Rosa. Udało mu się zdobyć 7. miejsce i 2 cenne punkty. W klasyfikacji konstruktorów piąte miejsce stracił team BMW Sauber na rzecz Toyoty, a Jenson Button nie zapunktował już piąty raz z rzędu.

Po GP Francji, cyrk Formuły 1 przeniósł się znowu do Niemiec. Tym razem na skrócony tor Hockenheim. Atmosfera przed weekendem była napięta, gdyż FIA ogłosiła, że amortyzatory z ruchomą masą w środku (takich używało Renault) są niezgodne z przepisami. Spowodowało to gorsze wyniki w kwalifikacjach. Słabszą dyspozycję Francuzów, bezlitośnie wykorzystał zespół Ferrari. Jednak pole position zdobył kierowca McLarena, Kimi Raikkonen, który pojechał z małą ilością paliwa w kwalifikacjach. Wyścig o Grand Prix Niemiec był popisem włoskiej stajni. Wystarczy powiedzieć, że dwaj kierowcy w czerwonych bolidach przekroczyli linię mety w odstępie poniżej 0.5 sekundy! Na ostatnim miejscu podium znalazł się Kimi, który jako jedyny pojechał na 3 pit stopy. Alonso był dopiero piąty (startował z 7. pozycji). Weekend nie był udany dla zespołu Kubicy, bowiem Heidfeld musiał się wycofać po tym, jak uderzył w niego jego partner z teamu. A Kanadyjczyk również miał uszkodzony bolid i musiał zakończyć ściganie. Po tym wyścigu Schumacher zbliżył się do Hiszpana na 11 oczek, a Ferrari na 10 do Renault.


Wyścig pełen niespodzianek

Wyścig o Grand Prix Węgier miał dla nas-Polaków szczególne znaczenie. To właśnie tutaj miał zadebiutować Robert Kubica. Ironia losu jest taka, że krakowianin jak był młody, to podziwiał na żywo, jak Kanadyjczyk wygrywa na Hungaroringu. Kilka lat później to właśnie on zastępuje starego mistrza na tym torze... Polak startował z 9. pozycji. Ułatwili mu troszkę pracę Schumacher i Alonso, którzy otrzymali kary za niestosowanie się do przepisów (odpowiednio 11 i 14 pozycja), oraz Jenson Button (13.), który wymienił silnik i również dostał karę. Wyścig był wyjątkowy, gdyż nigdy w historii nie było mokrej nawierzchni na Hungaroringu. W tych trudnych warunkach Robert miał problemy z utrzymaniem bolidu. Ale nie tylko on.
 
 

Kubica zaliczył "bączka" i uderzenie w bandę, ale warto wspomnieć, że nie jeździł nigdy na mokrej nawierzchni (poza 1. przedsezonowym testem). Po tych dwóch małych wpadkach, krakowianin wpadł w trans. Zaczął jechać agresywnie i skrupulatnie odrabiał straty. Pięknym manewrem wyprzedził Felipe Massę i udowodnił, że nie na darmo to on prowadzi ten bolid. Jednak przesychający tor powodował zwolnienie zawodników, którzy jechali na przejściowych oponach (w tym i nasz Robert). Miało to ujemny wpływ na opony, które zaczęły się szybciej zużywać. Część kierowców zmieniła opony na slicki, ale w przypadku Kubicy dodatkowy postój równałby się z utratą punktowanej pozycji. Polak dojechał 7. na metę, ale jak się później okazało, bolid ważył o 2 kg za mało (opony za bardzo się starły). Jednak dobre wrażenie pozostało i Robert ostatecznie wygryzł Villeneuve'a z zespołu.

Jeśli chodzi o walkę Alonso z Schumacherem, to była zupełnie inna niż dotychczas. Jadący na pierwszym miejscu Hiszpan zakończył wyścig tuż po wizycie w boksach. Jak się później okazało, źle dokręcona nakrętka w tylnym kole spowodowała jego wypadnięcie z trasy. Nie popisał się również Iceman, który przy dublowaniu Liuzziego efektownie roztrzaskał swojego McLarena. Również Schumacher nie pokazał się od najlepszej strony (jechał na gorzej spisujących się Bridgestonach), w walce o 3. miejsce uszkodził swój bolid. To spowodowało spadek poza punktowaną ósemkę. Czasu na odrobienie strat nie było, gdyż incydent ten wydarzył się na 3 okrążenia przed metą. Potknięcia rywali wykorzystał Jenson Button, który po raz pierwszy w karierze stanął na najwyższym stopniu podium. Pedro de la Rosa, który zameldował się drugi na mecie był równie szczęśliwy jak Anglik. Hiszpan pierwszy raz stanął na "pudle". Mimo dyskwalifikacji Roberta, zespół BMW Sauber mógł być zadowolony, gdyż Nick Heidfeld był trzeci. To pierwsze podium dla niemieckiego zespołu. Na dyskwalifikacji Kubicy skorzystał Schumacher, który zdobył tym samym 1 punkt.

Wyścig o GP Turcji, nie był szczęśliwy dla Raikkonena i Kubicy. Pierwszy z nich musiał się pożegnać ze ściganiem już na pierwszym okrążeniu. Robert, mimo startu z  dobrej 9. pozycji, nie zdołał jej utrzymać. Wyścig zakończył na 12. miejscu. Główną przyczyną były złe opony, ale jak na drugie GP w karierze, to nie było tak źle. Jeśli chodzi o walkę z przodu, to Massa, który zdobył pierwsze pole position w karierze, wygrał wyścig. Ferrari mogło zdobyć dublet, ale pojawienie się samochodu bezpieczeństwa na torze pokrzyżowało plany Rossa Brawna. Oba czerwone bolidy zjechały w tym czasie do boksu i Schumacher musiał czekać w kolejce. Okazję wykorzystał Alonso, awansując na drugą lokatę. Doświadczony Niemiec próbował wyprzedzić Hiszpana, ale za każdym razem mu się nie udawało. Najdogodniejszą sytuację miał na prostej start/meta. Jednak to było ostatnie okrążenie i obaj zawodnicy finiszowali niemal równocześnie. Schumacher stracił do Alonso zaledwie 0.081 sekundy! Po tym wyścigu przewaga Fernando utrzymywała się jeszcze w bezpiecznej granicy 12 punktów, a w klasyfikacji konstruktorów nie było już tak różowo. Ferrari zbliżyło się na dystans zaledwie 2 punktów! A następny wyścig rozgrywał się we Włoszech, w domu Ferrari...


Smutek Niemców, radość Polaków

Grand Prix Włoch. Na wyścig na Monzy czeka praktycznie każdy kibic F1. Szczególnie w tym roku i nie tylko ze względu na rosnącą formę włoskiego zespołu, a głównie za sprawą obietnic Michaela Schumachera, że po wyścigu wypowie się na temat swojej dalszej przyszłości w Formule 1.

Kierowcy Renault nie spisali się w kwalifikacjach i startowali dopiero z piątego rzędu. Natomiast bardzo dobrze wypadli kierowcy BMW Sauber, Nick Heidfeld i Robert Kubica. Startowali odpowiednio z 3. i 6. pozycji. Pierwsze pole startowe przypadło Raikkonenowi, a drugie Schumacherowi. Start był popisem naszego jedynaka w F1. Szybko uporał się on z Felipe Massą i Jensonem Buttonem. Przeskoczył także Nicka Heidfelda i znalazł się tuż za najlepszymi zawodnikami, Kimim i Schumim. Polak przez długi czas skutecznie odpierał ataki młodego Brazylijczyka, który za wszelką cenę starał się go wyprzedzić. Wspaniały pojedynek stoczył Kubica z Fernando Alonso na pit lane. Hiszpan w końcu wyprzedził Polaka, ale za moment musiał zrezygnować z wyścigu. Awarii uległa jednostka napędowa Renault. Do mety kolejność pierwszej trójki została bez zmian. Grand Prix Włoch wygrał Schumacher przed Kimim Raikkonenem i Robertem Kubicą. To bardzo symboliczne podium, zwłaszcza w kontekście zdarzeń pod koniec sezonu. Krakowianin odniósł niesamowity sukces, w zaledwie trzecim starcie stanął na podium! Wygrana na Monzy była pożegnalnym prezentem Schumiego dla fanów Scuderii, gdyż na konferencji prasowej Niemiec ogłosił, że kończy karierę. Jego miejsce ma zająć w sezonie 2007 Kimi Raikkonen, który był drugi na mecie.


Po ostatnim wyścigu na Starym Kontynencie, Formuła 1 przeniosła się do Azji. Tym razem bolidy ścigały się w Chinach, na torze w Szanghaju. Kwalifikacje odbyły się przy deszczowej pogodzie, co wyraźnie lepiej sprzyjało oponom firmy Michelin. Wystarczy powiedzieć, że jedynym kierowcą ze stawki na Bridgestonach w pierwszej dziesiątce był Michael Schumacher (6. pozycja). Start odbył się na mokrej nawierzchni i kierowcy Renault zdążyli odskoczyć stawce. Kubica, który startował z 9. lokaty, został wypchnięty przez Doornbosa i spadł w klasyfikacji. Schumacher zaczął jechać coraz szybciej, w miarę poprawiania się warunków na torze.

Kubica również odrabiał straty i znalazł się nawet na szóstej pozycji. Jednak zbyt wcześnie zmienił opony na slicki i z powrotem spadł na tył stawki. Schumacher zdołał wyprzedzić Alonso po pierwszym pit stopie i zaczął gonić Fisichellę. Wygranie wyścigu ułatwił Niemcowi właśnie Giancarlo. Podczas wyjazdu po drugim postoju popełnił błąd i zrobił miejsce swojemu utytułowanemu koledze. Schumacher nie zwykł marnować takich sytuacji, więc szybko znalazł się przed kierowcą żółto-niebieskiego bolidu. O wielkim pechu mógł mówić Nick Heidfeld, który na ostatnich metrach przed zakrętem natknął się na dublowanego Takumę Sato. Nick nie zdołał obronić się przed atakiem Buttona, a dodatkowo w jego bolid uderzył Barichello. Najbardziej poszkodowany był Niemiec, gdyż nie tylko został wyprzedzony przez dwóch kierowców Hondy, ale także przez Pedro de la Rosę. Po zakończeniu tego wyścigu, Schumacher był liderem klasyfikacji generalnej. Mimo że ilość punktów obu zawodników była taka sama (po 116), to jednak Michael miał więcej wygranych na swoim koncie niż Alonso. W klasyfikacji konstruktorów prowadziło Renault 179-178. Także walka o tytuł mistrzowski znowu nabrała rumieńców. A do końca sezonu pozostały już tylko dwa wyścigi.

Przedwczesny koniec...

Kwalifikacje do Grand Prix Japonii były popisem zespołów jeżdżących na Bridgestonach. Pierwszy rząd przypadł dla zawodników Ferrari, a drugi - dla Toyoty. Fernando Alonso był dopiero piąty. Wszystko wskazywało na to, że Ferrari odnotuje dublet, ale tak się jednak nie stało. Zwycięstwu Niemca przeszkodziła awaria silnika w jego Ferrari. To się zdarzyło pierwszy raz od 5 lat! W tym miejscu zostały pogrzebane szanse na ósmy tytuł dla Michaela. Z ogromnego pecha rywala skorzystał Alonso, który dojechał na pierwszej pozycji. Szansę na wygraną stracił także Massa, ponieważ był zmuszony do wcześniejszego zjazdu do boksu, ze względu na uszkodzoną oponę. Po wyścigu na Suzuce, Schumacher miał już tylko matematyczne szanse na zdobycie tytułu. Musiałby wygrać ostatni wyścig przy jednoczesnym zerowym dorobku punktowym Hiszpana.


Ostatni wyścig sezonu nie był zbyt szczęśliwy dla odchodzącego mistrza. Już podczas kwalifikacji dał o sobie znać pech, jaki go dopadł w ostatnich wyścigach sezonu. W czasie trzeciej części kwalifikacji do GP Brazylii, Schumacher nie zaliczył nawet jednego okrążenia pomiarowego, gdyż miał problemy z pompą paliwową i zmuszony był zaparkować bolid w boksie do końca sesji. Kwalifikacje na Interlagos, ku uciesze kibiców, wygrał Felipe Massa. Brazylijczyk specjalnie na ten wyścig założył kombinezon w barwach narodowych. Alonso uplasował się na 4. miejscu, a Kubica znowu znalazł się w pierwszej dziesiątce. Wyścig pewnie wygrał młody Felipe Massa, co było ważnym wydarzeniem w jego ojczyźnie. Był pierwszym Brazylijczykiem od czasów Ayrtonna Senny, który wygrał na Interlagos.


Drugi na mecie zameldował się Alonso, a trzeci Jenson Button. Na czwartej pozycji znalazł się bohater GP Brazylii, Michael Schumacher. Mimo startu z dziesiątej pozycji, szybko zdołał przebić się do przodu. Na prostej start/meta udało mu się wyprzedzić Giancarlo Fisichellę. Niestety, Włoch uderzył w tylne koło czerwonego bolidu. W wyniku tego zderzenia, opona w samochodzie Niemca eksplodowała, uszkadzając przy okazji tylny spojler. Michael musiał dowlec się do boksów, jadąc prawie całe okrążenie na kapciu. Jednak pomimo takich utrudnień, nie poddał się. Po wymianie opon szybko rzucił się do walki. Ponad minutowa strata do lidera nie pozwalała wierzyć w zwycięstwo, mimo to jeszcze ciągle toczyła się walka o mistrzostwo konstruktorów. Schumacher zaczął jechać jak w transie i mijał przeciwników jak tyczki. Co chwila wykręcał najlepsze czasy okrążeń. Pokazał swojemu następcy - Raikkonenowi - kto jest szybszy i bez problemów odjechał jemu. Wyższość Schumiego musiał po raz drugi uznać Fisichella, który tym razem się wystraszył czerwonego bolidu i wyjechał poza tor. Podczas wielkiej gonitwy dawała znać o sobie usterka tylnego skrzydła (dziwne zachowanie Michaela podczas wyprzedzania Kubicy). Ostatecznie Schumacher, mimo sporych chęci nie zdołał stanąć na podium. A niewiele mu zabrakło, gdyż do Buttona stracił niecałe 5, a do Alonso niecałe 6 sekund! Zabrakło jeszcze paru okrążeń... Pomimo tego, że Schumi nie stanął na podium, to jednak godnie pożegnał się z Formułą 1. Mistrzostwo świata zdobył Fernando Alonso, a Renault - pierwsze miejsce w klasyfikacji konstruktorów. Z kolei Kubica znowu okazał się szybszy na torze od Heidfelda, co dobrze wróży na starty w przyszłym sezonie. Zespół BMW Sauber zdołał obronić piątą lokatę w klasyfikacji konstruktorów głównie dzięki Toyocie, która nie zapunktowała w tym wyścigu.

Sezon 2006 był rokiem pożegnań. Odeszła największa gwiazda Formuły 1 - Michael Schumacher. Startować przestali Juan Pablo Montoya i Jacques Villeneuve. Z rywalizacji zrezygnowała firma Michelin. Jednak dla Polaków sezon 2006 miał jeszcze inny wydźwięk. To właśnie w tym roku mogliśmy z dumą oglądać poczynania Robert Kubicy. Najpierw starty w treningach, później debiut na Hungaroringu, angaż w zespole na etatowego kierowcę i w końcu - pierwsze podium. I to wszystko w jednym sezonie! Miejmy nadzieję, że sezon 2007 będzie równie interesujący i pełny zwrotów akcji, co poprzedni.
Michał 'Skan' Żuławiński
 
 
37